Ksiądz Konrad znany jest ze swej muzycznej pasji. Sam mówi o sobie - człowiek muzyki. A nie wszyscy wiedzą, że tylko dzięki jego staraniom w Kościanie zagrała legendarna Armia i mazurski zespół Triquetra.

 

Chodzi spać pomiędzy godz. 1 a 2 w nocy. Wstaje na różaniec, na godz. 6.15. Wieczory, to czas kiedy ks. Konrad zasiada do komputera, by odpowiedzieć na liczne e-maile. To właśnie ks. Konrad był pomysłodawcą zamieszczania na stronach internetowych ogłoszeń parafialnych.

- To wyjście naprzeciw wymogom naszych czasów. Komputery, internet, to bardzo dobre narzędzia i choć dużo w nich zła, nie da się od tego uciec. Taki jest dziś nasz świat – uważa.

 

W domu ks. Konrad nie ma telewizora, bo jak sam mówi, i tak nie ma czasu na jego oglądanie. Rower jest podstawowym środkiem lokomocji i jedynym własnym księdza. Dzięki niemu może dojechać wszędzie i to bardzo szybko.

- Ksiądz ma nienormowany czas pracy – mówi ks. Konrad Rapior. – Przed południem w szkole prowadzę katechezę, potem przychodzi czas na pracę w biurze parafialnym, spowiedź, eucharystię i spotkania grup duszpasterskich. W sezonie trzeba przygotować młodzież do bierzmowania, odprawić nabożeństwa majowe, adoracje. Często przychodzą do mnie ludzie na indywidualne rozmowy. Do tego kazanie trzeba przygotować, pięć razy dziennie odmówić obowiązkowy brewiarz i zostaje jeszcze medytacja i modlitwa osobista. To wszystko wymaga czasu – wylicza, podkreślając, że to właśnie rozmowy i kontakty z ludźmi zajmują mu większość czasu. – Dzielą się ze mną swoim problemami. To służba 24 godziny na dobę. Życie towarzyskie powoli zamiera, ale przecież nie po to zostałem księdzem, żeby mieć wieczne wakacje.

 

Księżom przysługuje 30-dniowy urlop. Tegoroczne wakacje ks. Konrad spędza na pieszej pielgrzymce na Jasną Górę, opiece nad dziećmi i młodzieżą wypoczywającymi w Puszczy Nadnoteckiej i Beskidach oraz na kilkudniowym pobycie w domu rodzinnym.

- Bynajmniej, nie czuję się z tego powodu męczennikiem – wyjaśnia. – To przecież moje powołanie – podkreśla. – Bóg dał mi po prostu taką łaskę. Duszpasterstwo to podstawowe moje zajęcie. Dużo się modlę, gdybym tego nie robił, to wszystko byłoby puste i bez sensu. Wypompowałbym się bardzo szybko, gdyby w tym co robię nie było Bożego Ducha. Na jak długo mogłyby starczyć moje własne przemyślenia i patenty? – pyta. – Potrzebuję wyciszenia i bycia sam na sam z Bogiem, by czerpać z Niewyczerpalnego Źródła.

 

Jak podkreśla ks. Konrad, bardzo ważne jest otwarcie się na świat i Boga.

- To moje zadanie – mówi.

W codziennej modlitwie ks. Konrad Rapior dużo modli się za samego siebie, o to by był „przeźroczystym człowiekiem”, by nie zatrzymywał uwagi innych na sobie, lecz by inni patrząc na niego widzieli Boga, by był wierny Bogu i wypełniał jego wolę, nie swoją.

- Łatwo się wykreować na kogoś fajnego i trendy, ale to jest płytkie – uważa ks. Konrad. – Ludzie mogą widzieć we mnie fajnego, uśmiechniętego gościa, ale nie o to chodzi. Ja chcę być dla innych jak Jezus.

 

MUZYKA

To bardzo ważny element i spora część życia księdza Konrada. Słucha, gra, tworzy. Nie dzieli muzyki na gatunki, lecz na to, co muzyką jest i nie jest. W jego płytotece jest wiele CD i kaset, głównie z jazzem i wykonawcami, których nazwy przeciętnemu Kowalskiemu niewiele mówią. Część przechowuje w trzech dużych kartonach.

- To czego słucham przekłada się na to co tworzę. Jak się czymś nasiąka, to prędzej czy później musi to wyjść z człowieka. Tak gram, jak słucham – mówi ksiądz Konrad. – Muzyka musi wypływać z serca, trzeba grać całym sobą, bo inaczej jest się rzemieślnikiem a nie muzykiem.

 

Kiedy komponuje zapisuje swoje patenty, czasem nagrywa na dyktafon. Powstała w ten sposób kaseta pełna pomysłów, nie ma jednak czasu, by coś z tym zrobić. Może kiedyś urodzi się z tego płyta... Ksiądz Konrad najbardziej lubi muzykę pełną emocji. Nie przepada za muzyką, która z założenia jest obojętna i nie niesie żadnych uczuć. Wychował się na muzyce metalowej i klasycznej, której uczył się w klasie gitary klasycznej w ognisku muzycznym w Rawiczu - skąd pochodzi - i później we wrocławskiej szkole muzycznej. Do dziś zdarza mu się grać z nut utwory klasyczne.

- Jednak gitara elektryczna ma większą siłę wyrazu, można za jej pomocą wyrazić więcej emocji, no i grać głośniej – stwierdza przyznając, że kiedyś głośna gra bardzo mu się podobała. – Ale im więcej mam lat, tym bardziej kieruję się w stronę jazzu.

 

W liceum przez półtora roku był organistą w parafii św. Floriana w Zielonej Wsi. Jak przyznaje nie był wirtuozem tego instrumentu, ale na potrzeby liturgii wystarczyło.

- Wystarczyło, że znałem zasady harmonii. Ćwiczyłem i grałem – mówi.

W swojej kolekcji ma pięć gitar – trzy elektryczne i dwie klasyczne, a także trzy bębny, czyli jumby - dwa afrykańskie i jeden zrobiony przez Wojtka Sówkę, mnóstwo przeszkadzajek oraz irlandzkie piszczałki.

- Lubię grać z kimkolwiek i gdziekolwiek – stwierdza ksiądz Konrad.

Na stałe gra w Pinokio Brothers, zespole rockowym, w którym grają sami księża. Grupę tworzą cztery osoby grające na gitarze, basie, perkusji i klawiszach. Wszyscy skończyli szkoły muzyczne. Poznali się w seminarium. Dziś rozrzuceni są po trzech diecezjach - poznańskiej, gnieźnieńskiej i kaliskiej. Grają własne kompozycje do biblijnych tekstów. Próby – jak mówi ks. Konrad – to bardzo rzadkie jam session, istny żywioł.

- Za to są koncerty – podkreśla ksiądz Konrad. – Gramy na festynach, w kościołach na adoracjach, no i gdziekolwiek nas zaproszą. Graliśmy już na statku, a nawet na lotnisku.

 

Zanim ksiądz Konrad zamieszkał w Kościanie jego zespół wystąpił już dwukrotnie w Kościańskim Ośrodku Kultury w czasie Dni Kultury Chrześcijańskiej i jako suport Tymoteusza.

- Dużo ludzi wtedy przyszło – wspomina ksiądz Konrad.

Ponadto ks. Konrad gra w zespole parafialnym wraz z: Szymonem Hammerlingiem (perkusja), Miłoszem Buchowskim (trąbka), Januszem Maćkowiakiem (klawisze), Markiem Smelkowskim (gitara/bas), oraz wokalistkami: Joanną i Magdą Kąkol, Martą Hammerling, Julią Stolpe, Izą Książyk (flet), Jolą Wierzbińską i Patrycją Zasieczną. A także w Krzysztoń Cover Band z kolegami z Rawicza i Katarzyną Brzezińską. Ksiądz Konrad przez jakiś czas grał też z rawickim zespołem jazzowym.

 

W rodzinnym domu ma kilka wolier z ozdobnymi kurakami m.in. przepiórkami i bażantami. Zastanawia się jednak, czy nie zlikwidować ich, bowiem obowiązek doglądania ptaków spoczywa na mamie. W mieszkaniu ma także wypchane rzadkie gatunki ptaków znalezionych w lesie. Rozpoznaje po głosie prawie wszystkie gatunki rodzimych ptaków. Z kaset uczył się ich głosów. W obecnym mieszkaniu księdza pod lampą wisi gniazdo, na tapczanie leży strusie jajo, a na ścianie wisi zegar, na którego cyferblacie narysowanych jest 12 gatunków ptaków.

- Co godzina śpiewa inny ptak. Im jaśniej w mieszkaniu, tym głośniej, w nocy na szczęście milczą – informuje ks. Konrad

 

KOSZYKÓWKA

Od czwartej klasy szkoły podstawowej ks. Konrad Rapior grał w koszykówkę. Był reprezentantem Kolejarza Rawicz. Niestety, dobrze zapowiadającą się karierę zawodniczą przerwała groźna kontuzja.

- A zresztą jako gitarzysta klasyczny musiałem mieć długie paznokcie u prawej dłoni, to niezbędne, a wiadomo jak to w grze ciągle je łamałem – podkreśla.

Dziś ksiądz Konrad grywa w kosza jedynie rekreacyjnie. Po prostu to lubi.

 

NURKOWANIE

To ostatnia z pasji księdza Konrada. Pasjonuje go jednak ekstremalna forma tego sportu – zanurzanie się na wstrzymanym oddechu. Jego najlepszy czas to 3 minuty 15 sekund w bezruchu. Trenuje przede wszystkim na basenie. Dopiero wiosną i latem w okolicznych jeziorach.

 

f t g